Psalmów 57
1Na koniec, za lud, który się stał od świętych oddalony, Dawidowi na napis tytułu, kiedy go Filistynowie poimali w Get.
2Z miłuj się nademną, Boże; boć mię podeptał człowiek: przez cały dzień najeżdżając, utrapił mię.
3Podeptali mię nieprzyjaciele moi cały dzień; albowiem wiele walczących przeciwko mnie.
4Od wysokości dnia ulęknę się: ja lepak w tobie nadzieję mieć będę.
5W Bogu wysławiać będę mowy [ 555] moje, w Bogum nadzieję miał: nie będę się bał, co mi uczyni ciało.
6Cały dzień słowy memi brzydzili się: przeciwko mnie wszystkie myśli ich na złe.
7Będą mieszkać, i kryć się: sami stóp moich będą szlakować, jako czekali na duszę moję.
8Za nic je zbawisz? w gniewie narody pokruszysz, Boże.
9Żywot mój objawiłem tobie: położyłeś łzy moje przed oblicznością twoją, jakoś w obietnicy twojéj.
10Tedy podadzą tył nieprzyjaciele moi: w którykolwiek dzień będę cię wzywał: otom poznał, że Bogiem moim jesteś.
11W Bogu będę chwalił słowo, w Panu będę chwalił mowę.
12Miałem nadzieję w Bogu, nie będę się lękał: co mi uczyni człowiek?
13We mnie są, Boże, śluby twoje, które oddam chwały tobie.
14Albowiemeś wyrwał duszę moję od śmierci, a nogi moje od upadku, abych się podobał przed Bogiem w światłości żywiących.